Domowe falafele z chrupiącą sałatką – prosty street food z Bliskiego Wschodu

0
108
4/5 - (1 vote)

Nawigacja:

Dlaczego falafel w domu ma sens: szybko, tanio i po swojemu

Falafel jako budżetowy zamiennik kebaba

Falafel to w praktyce tanie kotleciki z ciecierzycy, które spokojnie mogą zastąpić kebaba czy burgera. Zamiast mięsa – roślinne białko, zamiast ciężkiego sosu – lekki jogurt z tahini, do tego chrupiąca sałatka i świeże pieczywo. Smak nadal jest uliczny i konkretny, ale lista składników bardzo prosta. Dla osoby, która chce ograniczyć mięso, falafel to jeden z najmniej bolesnych kroków – nadal jemy coś „konkretnego”, sycącego, dobrze doprawionego.

Jeśli w tygodniu często wpadają gotowe kebaby czy burgery z budki, domowe falafele z chrupiącą sałatką potrafią realnie odciążyć budżet. Z kilograma suchej ciecierzycy wychodzi ilość kotlecików, którą w ulicznym bistro zapłacilibyśmy jak za kilka zestawów. Do tego dochodzi kontrola nad jakością oleju, ilością sosu, solą i ostrością.

Kontrola nad składem i smakiem

Przy falafelach kupnych trudno odgadnąć, co faktycznie znajduje się w środku. Często są zagęszczane mąką, bułką tartą, smażone w oleju, który już dawno powinien być wymieniony, i podawane z sosami na bazie gotowych majonezów. W domu skład można sprowadzić do kilku prostych elementów: ciecierzyca, cebula, czosnek, zioła, przyprawy, odrobina proszku do pieczenia.

Domowy falafel pozwala też dopasować smak do własnych preferencji. Jedni wolą wersję bardziej ziołową, inni mocno czosnkową, jeszcze inni – z wyraźnym kuminem. Wystarczy jedna próba „na patelni”, by skorygować przyprawy dla całej partii. To dużo bardziej elastyczne niż zamawianie gotowego zestawu, który po prostu „taki jest” i tyle.

Koszty: lokal z falafelem vs domowy street food

Dla porządku warto zestawić przybliżone koszty. Nie chodzi o dokładne wyliczenia, tylko o rząd wielkości – głównie po to, by zobaczyć, ile naprawdę płacimy za gotową porcję.

PozycjaLokal z falafelemDomowe falafele (porcja dla 4 osób)
Falafel w picie / wrapie1 porcjaok. 12–16 kotlecików
Koszt orientacyjnykilkanaście zł za 1 osobękoszt suchej ciecierzycy + przypraw + warzyw, często mniej niż 1–2 porcje z lokalu
Dodatkiw cenie porcjisałatka z tego, co jest w domu, tanie warzywa sezonowe
Elastyczność składuograniczona, stałe menupełna kontrola – mniej tłuszczu, mniej sosu, więcej warzyw

Przy jednym gotowaniu da się zrobić falafele na obiad, kolację i jeszcze 1–2 pudełka do pracy. Jeżeli i tak kupuje się ciecierzycę, olej i podstawowe przyprawy, koszt pojedynczego posiłku spada jeszcze bardziej, bo przyprawy starczają na wiele rund.

Kiedy falafel najbardziej się opłaca

Falafel to jedno z tych dań, które im więcej zrobisz za jednym zamachem, tym bardziej zyskujesz. Przy małej porcji zużywasz tyle samo czasu na namaczanie, mielenie i smażenie, co przy porcji dwa razy większej.

Najbardziej opłacalne scenariusze:

  • szybka kolacja w tygodniu – masa przygotowana poprzedniego dnia, smażenie po pracy zajmuje kilkanaście minut;
  • domówka – falafele, talerz warzyw, sosy, pity lub bułki; każdy składa swój „kebab bez mięsa” i nie trzeba stać przy garnkach;
  • pudełka do pracy – falafele dobrze znoszą odgrzewanie w piekarniku lub na suchej patelni, wystarczy dodać sałatkę i jakiś sos;
  • jedno gotowanie na dwa dni – pierwszego dnia klasyczny zestaw w picie, drugiego dnia miska „buddha bowl” z kaszą, falafelami i warzywami.

W praktyce najlepiej od razu przyjąć, że z jednej partii falafeli powstanie kilka różnych posiłków. Zużywa się wtedy całe namoczone ziarna i nie zostaje „resztka na nic”, która ląduje w koszu.

Składniki na falafel – co naprawdę jest konieczne, a co można odpuścić

Sucha czy konserwowa ciecierzyca

Klasyczne domowe falafele z ciecierzycy robi się wyłącznie z ziaren suchej, namoczonej, ale niegotowanej. Ciecierzyca z puszki czy słoika jest miękka, wodnista i po zmieleniu masa wychodzi papkowata. Takie kotleciki rozlewają się podczas smażenia, łatwiej się rozpadają i często piją więcej tłuszczu.

Sucha ciecierzyca po namoczeniu jest nadal sprężysta i twardawa, dzięki czemu po rozdrobnieniu powstaje coś między grubą kruszonką a tartą bułką. Taka struktura „blokuje” nadmierne chłonięcie oleju i daje efekt chrupiącej skórki z miękkim środkiem. W przypadku braku suchej wersji lepiej przełożyć falafele na inny dzień niż męczyć się z puszką i rozczarowaniem na patelni.

Lista składników absolutne minimum

Przy budżetowym podejściu da się zrobić bardzo przyzwoite falafele z minimalnego zestawu składników. Podstawowy komplet wygląda tak:

  • sucha ciecierzyca (najlepiej paczka 400–500 g);
  • cebula (zwykła żółta lub biała);
  • czosnek (kilka ząbków, według upodobań smakowych);
  • natka pietruszki (może być świeża lub mrożona);
  • sól i pieprz;
  • kumin mielony lub w ziarnach (minimum 1–2 łyżeczki na większą partię);
  • proszek do pieczenia lub odrobina sody oczyszczonej.

Z samą solą i pieprzem kotlety będą poprawne, ale dopiero kumin i zioła nadają im charakter kuchni bliskowschodniej. Cebula i czosnek budują głęboki, wytrawny smak, a proszek do pieczenia delikatnie napowietrza masę, dzięki czemu falafele nie są zbite jak kulki z ciasta na pierogi.

Składniki, które robią „bliskowschodni klimat”

Jeśli ma być naprawdę jak z dobrej budki w mieście, przyda się kilka dodatkowych przypraw i dodatków. Nie trzeba kupować wszystkiego na raz, ale 2–3 produkty robią sporą różnicę:

  • kumin (kmin rzymski) – absolutna podstawa. To on daje „ten” charakterystyczny aromat falafeli i hummusu;
  • kolendra mielona – dodaje cytrusowej nuty, fajnie odświeża całość;
  • sumak – lekko kwaskowy, świetny do posypania gotowych falafeli i sałatek, podbija wrażenie ulicznego jedzenia;
  • tahini – pasta sezamowa; niezastąpiona do sosu, ale przyda się też do hummusu, dressingów i past kanapkowych;
  • świeża kolendra – droższa i nie każdy ją lubi, ale w połączeniu z natką pietruszki daje bardzo wyrazisty, „restauracyjny” aromat.

Tańsze i praktyczne zamienniki

Jeśli budżet jest napięty, a w okolicy nie ma dobrze zaopatrzonego sklepu z przyprawami, nadal da się zbliżyć do oryginalnego smaku przy użyciu prostszych rozwiązań. Kilka przykładów:

  • mrożona natka pietruszki – tańsza niż pęczek w zimie, nie więdnie, można użyć tyle, ile potrzeba;
  • mieszanki przypraw typu curry, kebab, gyros – często zawierają już kumin i kolendrę; lepiej wziąć prostą mieszankę niż żaden aromat;
  • zwykły olej rzepakowy lub słonecznikowy do smażenia – nie trzeba żadnych „egzotycznych” tłuszczów, ważne, by olej był świeży i miał wysoki punkt dymienia.

Z czasem można dołożyć pojedyncze przyprawy premium, ale na start w pełni wystarczy taki prosty, polski zestaw. Efekt: chrupiące, aromatyczne kotleciki, które znikają z talerza szybciej, niż zdążą wystygnąć.

Przygotowanie ciecierzycy krok po kroku – od namaczania po mielenie

Planowanie namaczania: proporcje i czas

Najważniejsza decyzja przy falafelu zapada dzień wcześniej – czy ciecierzyca trafi do miski z wodą. Bez tego kroku nie ma mowy o dobrym efekcie. Sucha ciecierzyca mocno zwiększa objętość, więc trzeba dać jej sporo miejsca i wody.

Praktyczny schemat:

  • na 1 szklankę suchej ciecierzycy dać minimum 3–4 szklanki zimnej wody;
  • dodać 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej na szklankę ziaren – przyspiesza to zmiękczanie;
  • moczyć minimum 12 godzin, optymalnie 18–24 godziny, najlepiej w chłodnym miejscu.

Ziarna powinny być cały czas zanurzone, więc jeśli w czasie namaczania wypiją dużo wody, warto dolać kolejną porcję. Miska musi być na tyle duża, by ciecierzyca mogła spokojnie urosnąć – po nocy będzie wyglądać, jakby było jej co najmniej dwa razy więcej niż na początku.

Jak poznać, że ciecierzyca jest gotowa do mielenia

Dobrze namoczona ciecierzyca jest wyraźnie większa, skórka łatwiej odchodzi pod palcami, a ziarno daje się przegryźć z lekkim oporem. Nie powinna być jednak miękka jak zupa – twardy, lecz elastyczny środek to właściwy punkt.

Prosty test: wziąć kilka ziaren, spróbować rozgnieść je między palcami lub przegryźć. Jeśli dochodzi do tego bez walki, ale czuć lekką sprężystość – jest w sam raz. Jeśli nadal są bardzo twarde i „kamienne”, moczyć dalej. Zbyt krótko moczona ciecierzyca może być później problemem dla blendera lub malaksera i skutkować grudkami w masie.

Dlaczego nie gotuje się ciecierzycy na falafel

Naturalny odruch osoby przyzwyczajonej do hummusu czy curry z ciecierzycą to: „namoczyć, ugotować, potem zmielić”. Przy falafelu to prosty przepis na klapę. Po ugotowaniu ziarna zyskują dużo wody, stają się miękkie i maślane. Po zmieleniu powstaje jednolita papka. Część skrobi i białka wręcz się „rozpuszcza”, co sprawia, że masa potrzebuje ratowania mąką lub bułką tartą.

Efekt? Kotleciki są gumowe lub zbite, podczas smażenia łatwo się rozpadają, chłoną dużo oleju i przypominają bardziej klopsy w panierce niż lekko chrupiące falafele. Klucz do dobrej struktury to pozostawienie ciecierzycy w stanie namoczonym, ale nieugotowanym.

Sprzęt do rozdrabniania – co działa najlepiej

Po etapie namaczania przychodzi czas na mielenie ciecierzycy z resztą składników. Do wyboru jest kilka opcji, każda z nich ma swoje plusy i minusy:

Takie przyprawy można spokojnie zużyć także do innych dań – zupy krem z warzyw, pieczone ziemniaki, domowy hummus, a nawet marynaty do warzywnych szaszłyków w stylu iCook&Book sprawiają, że nic nie zalega w szafce latami.

  • malakser – najbardziej praktyczny. Szybko przerabia większą ilość, łatwo kontrolować konsystencję, masa się nie przegrzewa;
  • maszynka do mielenia mięsa – klasyczne rozwiązanie; daje równomierną, drobną strukturę, ale wymaga późniejszego doprawienia i ewentualnego krótkiego „przejechania” masy, jeśli jest zbyt grubo mielona;
  • blender kielichowy – działa, ale trzeba robić to partiami i uważać, by nie zamienić wszystkiego w pastę; przy słabszym silniku konieczne jest dolewanie minimalnej ilości wody, co nie jest idealne;
  • blender ręczny (żyrafa) – wersja „na styk”. Da się, jeśli jest mocny i pracuje się cierpliwie, ale lepiej podzielić masę na mniejsze porcje i co chwilę mieszać.

Przy słabszym sprzęcie lepiej zrezygnować z mielenia jednorazowo całej partii. Lepiej poświęcić kilka minut więcej, niż spalić blender przy pierwszym podejściu. Można też część ciecierzycy utrzeć bardziej, część zostawić minimalnie grubszą – daje to ciekawszą strukturę gotowych kotlecików.

Idealna konsystencja masy falaflowej

Dobra masa na falafel wygląda jak wilgotna, grudkowata „kruszonka”. Nie przypomina gładkiej pasty hummusowej ani mokrej papki. Gdy ściśnie się porcję masy w dłoni, powinna się ona zlepić w kulkę, która nie rozpada się po chwili, ale też nie wypływa przez palce.

Jeśli masa jest zbyt mokra (lepi się, rozjeżdża), można ją uratować:

Jak uratować zbyt mokrą lub zbyt suchą masę

Najczęstszy problem przy pierwszym podejściu do falafeli to masa, która albo klei się do wszystkiego, albo rozsypuje w dłoniach. Oba przypadki da się opanować bez wyjazdu po egzotyczne składniki.

Przy zbyt mokrej masie można sięgnąć po kilka prostych trików:

  • odsączenie przez sitko – przełożyć masę na gęste sitko lub gazę, zostawić na 15–20 minut nad miską, co jakiś czas delikatnie dociskając łyżką;
  • odrobina mąki – najlepiej pszennej lub z ciecierzycy; zacząć od 1–2 łyżek na całą miskę, wymieszać i dać masie odpocząć 10 minut, żeby mąka „wypiła” nadmiar wilgoci;
  • dodatkowa porcja suchej ciecierzycy – jeśli zostało coś jeszcze niemielonego, można dorzucić garść lub dwie i zmielić razem, poprawiając tym samym strukturę.

Gdy masa jest z kolei zbyt sucha i krucha, nie klei się w kulki lub spada z łyżki podczas formowania, pomaga:

  • łyżka lub dwie zimnej wody – dodać po trochu, za każdym razem dokładnie mieszając;
  • drobno starta cebula – wraz z sokiem, najlepiej bezpośrednio do miski, co przy okazji podbija smak;
  • krótkie „ugniecenie” masy ręką – czasem sama praca dłonią wprowadza odrobinę ciepła i pomaga składnikom lepiej się połączyć.

Dobrym zwyczajem jest zrobienie jednego próbnego falafela na patelni. Jeśli się rozpada lub pije za dużo tłuszczu, lepiej poprawić masę od razu niż ratować całą partię w boju.

Przyprawy i zioła – jak zbudować smak „street foodu”, nie wydając fortuny

Podstawowy profil smakowy falafela

Falafel ma mieć konkretny charakter: wytrawny, lekko orzechowy od ciecierzycy, z cytrusową nutą kolendry i ziemistym aromatem kuminu. Do tego świeże zioła, które nadają masie zielonego, „żywego” tonu. Taki profil można złożyć z bardzo prostych elementów:

  • cebula + czosnek – baza wytrawności; dobrze jest je drobno posiekać lub zmielić razem z ciecierzycą;
  • kumin – daje „bliskowschodni” fundament; bez niego falafele są bardziej jak zwykłe kotlety z ciecierzycy;
  • kolendra mielona – wnosi lekko cytrusową świeżość;
  • natka pietruszki i/lub świeża kolendra – kolor, aromat, odświeżenie;
  • sól i pieprz – bez nich ani rusz; lepiej dosolić odrobinę bardziej, niż dostać mdłe kulki.

Jeśli budżet jest napięty, warto skupić się przede wszystkim na dobrym kuminie i solidnej dawce świeżej lub mrożonej natki. Te dwa składniki robią najwięcej „roboty” za najmniejsze pieniądze.

Proporcje przypraw na domową porcję

Żeby nie bawić się w ważenie co do grama, można oprzeć się na łyżeczkach i garściach. Na około 400 g suchej ciecierzycy (czyli standardową paczkę) sprawdza się zestaw:

  • 1 duża cebula lub 2 mniejsze;
  • 3–5 ząbków czosnku (według tolerancji);
  • 2 pełne łyżeczki kuminu mielonego;
  • 1–1,5 łyżeczki kolendry mielonej (opcjonalnie, ale bardzo wskazane);
  • 1 spora garść natki pietruszki (lub pół na pół z kolendrą świeżą);
  • 1 płaska łyżeczka soli na start, potem ewentualnie do smaku;
  • pół łyżeczki pieprzu.

Masę zawsze warto spróbować „na surowo” – odrobina na czubku łyżeczki nie zaszkodzi, a pozwoli dociągnąć sól, pieprz czy kumin zanim usmaży się całą patelnię przeciętnych kotlecików.

Jak korzystać z gotowych mieszanek przypraw

W wielu kuchniach szafki są już zawalone mieszankami typu „gyros”, „kebab”, „curry łagodne”. Zamiast kupować kolejną paczkę, można nauczyć się używać tego, co jest.

Przy falafelach takie mieszanki działają dobrze, jeśli:

  • nie są przesadnie słone – sól wtedy lepiej kontrolować osobno;
  • nie dominują w nich słodkie nuty (cynamon, goździki) – łatwo wtedy przykryć smak ciecierzycy;
  • mają w składzie kmin rzymski, kolendrę, paprykę, czosnek, cebulę.

Praktyczny patent: dodać łyżeczkę mieszanki do podstawowego zestawu (sól, pieprz, kumin, czosnek) zamiast wymieniać wszystko. W ten sposób mieszanka „podkręca” smak, ale go nie dominuje. Jeśli któraś przyprawa okaże się strzałem w dziesiątkę, można ją w przyszłości dokupić solo.

Zioła świeże, suszone i mrożone – co się najbardziej opłaca

Świeża natka i kolendra potrafią w sezonie kosztować grosze, a zimą nagle robi się z nich mini luksus. Żeby nie przepłacać, można podejść do tematu elastycznie:

  • mrożona natka pietruszki – idealna do masy; nie liczy się chrupkość listków, tylko smak i kolor;
  • suszone zioła (np. pietruszka, kolendra) – nie dadzą takiej intensywności jak świeże, ale lepsze to niż całkowity brak zieleni; wystarczy dodać ich nieco więcej i dać masie chwilę odpoczynku;
  • świeże zioła „na wierzch” – jeśli budżet jest ograniczony, nie ma sensu pakować całego pęczka do środka; można część zostawić do posypania gotowych falafeli lub sałatki – efekt wizualny i smakowy jest większy niż przy zużyciu wszystkiego w farszu.

Dobrym kompromisem jest kupno większego pęczka natki, użycie jednej części do falafeli, a reszty do zupy, pasty kanapkowej lub zamrożenia w pudełku. Dzięki temu jedno tanie warzywo „pracuje” kilka dni.

Formowanie falafeli – kształt, wielkość i konsystencja bez specjalnych gadżetów

Optymalny kształt do patelni i piekarnika

W street foodowych budkach często widać idealnie równe kulki z maszynki. W domu nie ma to większego znaczenia – liczy się, żeby falafele równomiernie się smażyły i nie rozpadały.

Najbardziej praktyczne kształty:

  • małe spłaszczone kulki
  • małe „kotleciki” (owalne, lekko płaskie) – wygodne do piekarnika i patelni z mniejszą ilością tłuszczu, bo łatwiej je obrócić;
  • mini-falafele – wielkości orzecha włoskiego; sprawdzają się do boxów i sałatek, a przy okazji trudniej je rozpaść przy obrocie.

Im mniejszy falafel, tym łatwiej go wysmażyć bez przesuszenia. Na pierwsze podejścia lepiej zrobić więcej małych sztuk niż kilka wielkich „pulp”.

Formowanie ręczne – krok po kroku

Bez specjalnych łyżek i foremek również można uzyskać zgrabne, powtarzalne kotleciki. Wystarczy prosty schemat:

  1. Namoczyć delikatnie dłonie w zimnej wodzie lub cienkiej warstwie oleju – masa mniej się klei.
  2. Nabierać porcje łyżką stołową lub małą gałkownicą do lodów, żeby rozmiar był w miarę równy.
  3. Ścisnąć masę w dłoni, formując kulkę; jeśli się rozsypuje, lekko ją docisnąć kilkoma ruchami, jak plastelinę.
  4. Delikatnie spłaszczyć kulkę między dłońmi, nadając jej kształt dysku o grubości około 1,5–2 cm.
  5. Układać gotowe falafele na desce lub talerzu wyłożonym papierem do pieczenia albo lekko posmarowanym olejem.

Jeśli masa cały czas odmawia współpracy, rozpada się podczas formowania lub spada z łyżki, to sygnał, że trzeba wrócić do korekty konsystencji: odrobina wody, dodatkowy ząbek czosnku z sokiem, chwila ugniatania.

Chłodzenie masy przed smażeniem

Jeszcze jeden mały, ale bardzo skuteczny trik: schłodzenie masy lub już uformowanych falafeli przed smażeniem. Wystarczy:

  • wstawić miskę z masą na 30–60 minut do lodówki;
  • lub ułożyć uformowane falafele na desce, przykryć folią i także schłodzić.

Niższa temperatura sprawia, że masa delikatnie „związuje” i mniej się kruszy w kontakcie z gorącym olejem. Jeśli kuchnia jest bardzo ciepła (upał, grzejnik przy blacie), można formować falafele partiami – jedne smażyć, kolejne trzymać w lodówce w kolejce.

Minimalne „gadżety”, które realnie pomagają

Bez przesady z akcesoriami, ale kilka drobiazgów rzeczywiście ułatwia życie:

Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Wege yakitori z miso.

  • mała łyżka do lodów – świetna do nabierania porcji tej samej wielkości;
  • deska lub duża taca – jako „parking” na uformowane falafele; łatwiej wtedy przenosić całą partię do garnka;
  • łyżka cedzakowa lub małe sitko – do wyciągania falafeli z oleju bez ich dziurawienia widelcem.

Jeśli takich rzeczy w kuchni brakuje, spokojnie wystarczą dwie zwykłe łyżki, talerz i ręcznik papierowy lub stara ściereczka do odsączania. Falafel z budżetowej kuchni nie potrzebuje złotych sit i silikonowych łopatek.

Sałatka z chrupiącym falafelem, pomidorami, ogórkiem i fioletowymi kwiatami
Źródło: Pexels | Autor: ROMAN ODINTSOV

Smażenie falafeli – głęboki tłuszcz, półgłębokie smażenie i piekarnik

Smażenie w głębokim tłuszczu – efekt jak z budki

Najbliżej klasycznego ulicznego falafela jest wersja smażona w głębokim oleju. W domu nie trzeba do tego frytkownicy – wystarczy szeroki garnek lub głęboka patelnia z grubym dnem.

Podstawy, które robią różnicę:

  • olej – rzepakowy lub słonecznikowy, neutralny w smaku, w ilości takiej, by falafel mógł swobodnie pływać (minimum 4–5 cm warstwy);
  • temperatura – około 170–180°C; przy braku termometru można wrzucić mały kawałek masy – powinien od razu zacząć skwierczeć i wypłynąć do góry, ale olej nie może dymić;
  • ilość na raz – lepiej smażyć po 5–7 sztuk niż wrzucić całą partię i nagle obniżyć temperaturę oleju do poziomu „duszenia w tłuszczu”.

Falafele wkłada się delikatnie do oleju i smaży zwykle 3–5 minut, w zależności od wielkości. Po minucie można je lekko poruszyć łyżką cedzakową, żeby nie przywarły do dna. Gdy cała powierzchnia ma ciemnozłoty, równomierny kolor, wyjmuje się je na ręcznik papierowy.

Jeśli już po minucie falafele ciemnieją na brązowo, a środek jest jeszcze surowy, olej jest zbyt gorący – kolejna partia powinna smażyć się na nieco mniejszym ogniu.

Półgłębokie smażenie – kompromis tłuszcz vs chrupkość

W wersji oszczędniejszej można użyć mniejszej ilości oleju – tak, by sięgał mniej więcej do połowy wysokości falafela. To dobry kompromis dla tych, którzy nie chcą zużywać pół butelki tłuszczu na jedno danie.

W tej metodzie przydają się:

  • spłaszczone kotleciki – lepiej się smażą przy niższym poziomie tłuszczu;
  • dobra, nieporysowana patelnia – masa mniej się przykleja;
  • cierpliwość przy przewracaniu – najlepiej użyć dwóch łopatek lub łyżki i widelca, obracając falafel jednym zdecydowanym ruchem.

Najpierw jedna strona smaży się na złoty kolor, potem delikatne odwrócenie i smażenie drugiej strony. Po zdjęciu z patelni falafele także dobrze odsączyć na ręczniku papierowym, bo półgłębokie smażenie ma lekką tendencję do większego wchłaniania oleju niż typowe „frytowanie”.

Falafele z piekarnika – wersja lżejsza i mniej „obsługowa”

Jeśli celem jest minimalna ilość tłuszczu lub po prostu nie chce się stać przy patelni, można upiec falafele w piekarniku. Nie będą tak idealnie chrupiące jak z głębokiego oleju, ale przy dobrej technice wychodzą bardzo przyzwoite.

Sprawdza się prosty schemat:

  • ustawić piekarnik na 200–210°C, opcja góra–dół lub termoobieg;
  • blachę wyłożyć papierem do pieczenia i lekko posmarować olejem (pędzelkiem lub ręcznikiem papierowym);
  • Jak upiec, żeby nie wyszły suche „kotlety z piasku”

    Przy piekarniku gra się o inne rzeczy niż przy głębokim tłuszczu. Chodzi o to, żeby falafele zdążyły się ściąć w środku, złapać kolor z wierzchu i jednocześnie nie zamienić się w twarde kulki.

  • uformowane falafele lekko obtoczyć w oleju (np. w misce, 1–2 łyżki na całą partię) albo posmarować pędzelkiem – powierzchnia będzie rumieńsza;
  • układać je z lekkimi odstępami – jeśli się stykają, zaczynają się bardziej dusić niż piec;
  • piec około 12–15 minut z jednej strony,